Monthly Archives: February 2012

wigwizdowo

Wiecie jaką mieliśmy dziś cudownie wiosenną pogodę? A że przy okazji był też
wiatr to wywaliłam na dwór kołdry, koce i poduszki i generalnie wyszłam z domu.

Idę sobie po tym naszym osiedlu wygwizdowie, kiedy podjechał do mnie koleś samochodem, pytając czy mieszkam w  okolicy?
Standard, bo u nas 99% uliczek jest ślepych i znaleźć tą właściwą jest nie lada wyczynem, no ale spróbuję mu pomóc.
- Czy tu jest bezpiecznie? – pyta się koleś
- ? yyy yep
- no crime?
- no
- Jakieś sklepy? Tesco?
- A jest Tesco w centrum miasta, ale niedaleko jest też 24 h Asda
- a jakiś sklep w pobliżu, jak się skończy mleko by wyjść na pieszo?
- Nie, nie ma, ale jest autobus :) (bo kiedyś też nie było)
bo zorientowałam się, koleś robi rozeznanie, bo chce kupić tu dom.

Natabene nowowybudowane domy są super ekologiczne, bardzo luksusowe,  i co za tym idzie, bardzo drogie. Ale kiedy już wszystkie się zapełnią, to z pewnością nie będzie tu takie wygwizdowie, jakie jest teraz i jakie szczerze mówiąc nam pasuje :) i pewnie sklep, by wyjść w piżamie po mleko też będzie, bo bez tego jak widać okolice jest zupełnie nieatrakcyjna :)

osłona na wannę

Właśnie wzięłam prysznic z nową osłoną na wannie i doprawdy zastanawiam się, jak myśmy mogli tyle lat sobie radzić bez niej?! Bo kiedy się wprowadziliśmy Marce chciał zawiesić nad wanną zasłonę, który pomysł mi nie przypadł do gustu a później przyzwyczailiśmy się do ciągłego rozlewania wody.
Przez długi czas nikt z nas nie myślał, by to zmienić aż nas oświeciło by poszukać takich harmonijkowych drzwi, które są rewelacyjne i teraz tylko muszę kupić taki squeeze do wycierania szyb, o którym wspominała Pimposhka :)
A na fali zachwycania się naszą ‘nową’ łazienkę Marce chce wyburzyć murek co zasłania 1/4 wysokości wanny, którego przeznaczenia oprócz wcześniej kładzenia Synek a teraz sadzania po kąpieli ciężko nam się domyślić.
I tak zaczęłam już wizualizować nową łazienkę, z drewnianą etażerką w tym miejscu i pięknie wyeksponowanymi koszykami. Ale po chwili się strapiłam i mówię do Marce, że podłogę też będzie trzeba wymienić i kawałek ściany, bo dziura będzie, na co on z miną eksperta odrzekł no problem! 
Także teraz musimy się zorientować co i gdzie kupić a przede wszystkim kiedy ta moja złota rączka będzie miała czas podrasować naszą łazienkę :)

w rytmie feliz


Wstałam dziś rano w tak dobrym nastroju, że nawet wysłałam Marce do pracy mówiąc, że sobie poradzę sama z Synkami, ale i te widać zaraziły się dobrym humorem i od rana wszystko szło mi bardzo sprawnie. Do tego stopnia, że o godzinie 9.30 miałam już umytą łazienkę, wstawione pranie i usmażone naleśniki :) Co mnie wprawiło w jeszcze lepszy nastrój, bo dziś Pancake Day, którego bym normalnie nie obchodziła, ale że zapomniałam o Tłustym Czwartku i było mi z tym bardzo źle, dlatego chociaż w ten sposób postanowiłam to nadrobić.
Słuchaliśmy sobie Estopy

i przystępowaliśmy do najgorszej czynności dnia, czyli zjedzenia śniadania, bo Nikolas po tym wirusie myśli, że już tak zawsze będzie, że niczego nie będzie jadł cały dzień.
A później był spacer i spotkanie ze znajomymi i szukanie Pani Wiosny, która już coraz bliżej :)

 

wirusowo

Dopadł nas jakiś wirus w piątek i tak z różnym natężeniem trzyma do dzisiaj. Najbardziej poszkododwany jest Nikolas choć wczoraj był na swoich zajęciach footbolowych i czuł się zdecydowanie lepiej dziś znowu poległ i szczerze to pierwszy raz w życiu widzę, by leżał cały dzień w łóżku i nie miał ochoty z niego wychodzić. Marce choć jest w domu nie na wiele nam się zdaje, bo go boli gardło i jest podziębiony chociaż nie, dzisiaj byłoby mi ciężko bez niego!
Najgorsze były noce, bo i jeden synka i drugi chcą się przytulić do mamy i po takim maratonie, sama się zastanawiam jak to jest, że w takich sytuacjach moja choroba przechodzi jak ręką odjął. Dokładnie sprawdza się powiedzenie, że mama nie ma czasu na chorowanie choć ona daje znać o sobie w tak zwanym międzyczasie.
I kiedy tak patrzę na naszą czwórkę to muszę powiedzieć, że najsilniejszy jest Valentino, ale to pewnie dlatego, że on jest na samej piersi od kilku dobrych dni. Później Nikolas, któremu bardzo podoba się to chorowanie, bo leży sobie w łóżku, jest cały czas przytulany, całowany, czyli coś co bardzo lubi, a przede wszystkim nie musi jeść.
Ja się zastanawiam, czy bardziej jestem zmęczona czy przeziębiona, ale poranna, gorąca kąpiel eliminuje i jedno i drugie na jakieś pół dnia. A Marce biedaczek? Jemu nie pomaga ani płukanka z soli, ani gorąca czekolada ani przytulaniec do Synki, dlatego kicha i prycha całymi dniami :(

Alternatywny bank

Bardzo podoba mi się sposób z jakim spotkałam się w Peru (choć to nie jest jedyne miejsce na świecie) na szybkie pożyczki i lokatę pieniędzy. Sposób tym bardziej dobry w dobie samowolki z jaką banki żądzą się naszymi pieniędzmi oraz  zawrotnymi premiami jakie dostają ich szefowie.
Najważniejsza w takiej inicjatywie jest grupa zaufanych przyjaciół najlepiej około 10 osób lub więcej, które co miesiąc wpłacają powiedzmy 100 zł/£/S/.  W ciągu roku jest losowanie i kolejka kto kiedy zgarnia całą kwotę, czyli załóżmy 1200 zł ląduje i kogoś, kto kupuje sobie lub załatwia co chce za te pieniądze. Wpłacając miesięcznie jakąś kwotę nie odczuwamy tego tak znacząco a jednocześnie jesteśmy zobowiązani słowem z przyjaciółmi, co wiadomo, że znaczy dla nas znacznie więcej niż jakikolwiek bank. Od swojego zastrzyku gotówki nie spłacamy żadnych odsetek, bo sami co miesiąc płacimy po tyle samo na wspólną pulę, więc koło się samo zamyka.
Najważniejsze, to grupka znajomych i chęci, by samemu odciąć się od bankowych systemów i radzić sobie, ze swoją gotówką. A dla tych w Anglii, którzy myślą o bankach spółdzielczych polecam stronę Move Your Money.