Monthly Archives: July 2011

Wyróżnienie

Po raz drugi dostałam od Mai blogowe wyróżnienie, za które bardzo serdecznie dziękuję. Jednak tym razem nie mam dla Was wieści o tym, że jestem w ciąży :D a blog ten jest pamiętnikiem o mnie i mojej rodzinie, czyli jestem w nim każdego dnia, jest to co lubię i czego nie, dlatego przepraszam Cię Maju, ale tym razem nie będę wyliczać.
To co mi przeszło do głowy, to skąd się biorą takie blogowe łańcuszki, bo sama mam kilka pomysłów do zainicjowania, niektóre obrazkowe, czyli np. pokaż swoje ulubione miejsce w domu, albo gdzie najczęściej czytasz, ulubione śniadanie czy pokaż wnętrze swojej lodówki :) Lub bardziej opisowe, czyli Twój pierwszy dzień na obczyźnie ( to akurat do emigrantów) czy jakiś inny pierwszy dzień w…
Ma ktoś ochotę, to jeszcze tylko logo wymyślmy i piszmy, bo blog dla niektórych z nas jest nie tylko pamiętnikiem, ale jak ostatnio napisała Chiara jest naszym domem :)

nocą

Nocą u nas w domu dzieją się różne rzeczy*.  W nasze Synki wstępuje nocne życie i tak Valentino zaczyna grać w piłkę

śpiewać niczym Mick Jagger

albo zamienia się w słodkiego aniołka

Za to Nikolasa ciągnie na stare śmieci, czyli przychodzi co naszego łóżka. Nic nie pomaga odprowadzanie, ba! on nawet kiedy idzie spać to zanosi książki do czytania do nas, bo to przecież jest jego łóżko. I kiedy tak patrzę jak spokojnie śpi trzymając za rękę Valentino to mimo tych niedogodności się uśmiecham i całkowicie usprawiedliwiam.  Tyle tylko, że to już nie jest żart by kupić ogromne łóżko, bo we czwórkę na naszym się nie mieścimy :)

*Za pomysł dziekuję Fancie, która zalinkowała cudowną stronę do której za każdym razem kiedy zaglądam to się uśmiecham :)

Nowy wymiar telewizji

Przez kilka lat nie mieliśmy w domu telewizji i było nam to zupełnie obojętne, ale wiadomo człowiek lubi obrastać w dobrobyt a przede wszystkim ktoś lubi oglądać takie wydarzenia jak World Cup, dlatego trafił pod nasz dach duży telewizor. Po zainstalowaniu zestawu głośników siedzieliśmy przed nim jak w kinie, co ma swój ogromny plus dla kogoś, kto na wyjście do kina musi organizować nianie :)
Po czasie okazało się, że wygodniej oglądać mecze w domu, bo żona nie marudzi, że mąż przesiaduje w pubie, czyli zbliża się Copa America i kolejny krok w stronę telewizji sky. Jak dla mnie to wyrzucanie pieniędzy, ale przecież powinnam bardziej emocjonalnie podejść do tegorocznych gospodarzy, czyli Argentyny i stadionów, po których przecież całkiem niedawno stąpałam.
I w ten sposób mieliśmy trylion programów do oglądania, a znalezienie czegoś co ewentualnie nadało się do oglądania zajmowało pół godziny, zatem po kilku dniach ogarnęła mnie złość, dopóki nie zaczęłam używać tego co ta skrzynka oferuje najlepszego, czyli automatycznej możliwości nagrywania całych serii.
Dzięki temu nasze życie wróciło do normy, znowu telewizor włączamy od święta i zamiast gapić się lub narzekać, że niczego nie ma, oglądamy to co nas interesuje w czasie, którym dysponujemy. I koniec. To tak na pocieszenie, bo jeśli chodzi o mnie to mogę żyć bez telewizji i jej udogodnień :)

lato, lato


Muszę zacząć pisać rano, gdyż wieczorem opadam z sił a chciałabym napisać tak lekko i przyjemnie jak nam przebiegły ostatnie dni. Niby nic wielkiego się na szczęście nie wydarzyło, ale małe jak zawsze sprawy nabrały wielkich wymiarów. I jak to mówi Marce tak jak potrafię z małych rzeczy rozpętać piekło tak samo potrafię cieszyć się tym, co pozornie potrafi nam przejść koło nosa niezauważone.
Przede wszystkim słońce i lato do nas zawitało a to sprawiło, że zaczęliśmy myśleć o tegorocznym balu Lwów, czyli zbliżających się naszych urodzinach. Jak zawsze mam problem co sobie zażyczyć w prezencie, choć Marce się mnie podpytuje już od 2 tygodni, dlatego dumam, czy by przy okazji nie zminimalizować listy życzeń na niektórych portalach :)
A skoro już mowa o Marce, to ostatnio pęka w dumy i snuje wizje na piłkarską przyszłość Nikolasa. Jego trener z Akademii Piłki Nożnej (swoją drogą, to czy my musimy być jedynym krajem, który ma swoje tłumaczenie słowa football?)  twierdzi, że Nikolas naprawdę wie co robić z piłką, czyli kopie ją lepiej niż wielu 3,5 latków. I będzie z niego dobry piłkarz a jeśli tak, to ja też mam swoje plany, mówię do Marce, że zgarnę pierwszy milion jak zwrot kosztów i wybędę z nim w co najmniej trzymiesięczną podróż, bez telefonów, maili a przede wszystkim wiadomości…
A na koniec mój letni bukiet, z kopru, oregano, mięty i chabrów. To jest kolejny akcent, za który kocham lato, polne lub ogrodowe bukiety, cokolwiek a wygląda uroczo i pachnie obłędnie :)

chleb


Maszynę do pieczenia chleba sprawiliśmy sobie na trzecią rocznicę ślubu i był to jak do tej pory najlepszy prezent ever! Od tamtej pory nie jadłam kupnego chleba a wymyślanie i ulepszanie swoich własnych przepisów dostarcza mi wciąż niebywałej radości i satysfakcji.
Po wielu eksperymentach opracowałam sobie przepis główny, w którym zmieniam jedynie dodatki. Ostatnio króluje u nas chleb z siemieniem lnianym i grillowaną papryką w oliwie. Siemię zawiera min. cynk, witaminę E i nienasycone kwasy tłuszczowe, zwłaszcza te z grupy omega 3 i ma wiele innych właściwości a papryka zabarwia chleb na intensywny kolor a poza tym dodatkowo go nawilża. Smakuje wyśmienicie. Zresztą mogliście sobie przeczytać wcześniej co wybiera do jedzenia Nikolas, oczywiście chleb :)

I tak często sobie myślę na temat dobrych prezentów, które służą na lata i bardzo marzy mi się thermomix. Jest to strasznie droga maszyna, ale wielofunkcyjność i możliwości jakie daje są nieskończone, dlatego już od dawna wizualizuje swoją kuchnię bez blenderów, wag, mikserów a jedynie lub raczej aż z thermomixem :)
Ma ktoś w Was albo widział jak cudownie i szybko się z nim gotuje?