Hundred Acre Wood

Wiatr w ogrodzie

November 19, 2009 · 2 Comments

Wyrwal sloneczniki z korzeniami, przerzucil konewke i kilka doniczek z kwiatami w przeciwlegly kat ogrodu oraz zerwal wszysciutkie liscie z drzewka japonskiego, co to mialo byc kolorowym akcentem w jesienny czas. Wiatr szaleje az strach wyjsc z domu, by nie porwal mnie razem z wozkiem gdzies w przestworza, a przeciez nie mieszkamy nawet nad morzem! Dobrze ze slonce nie zrazone tym stanem wciaz swieci smialo grzejac nas podczas zabaw by bylo w klimacie w plaze z pilka plazowa, foremkami i zamkiem z potluczoncyh ziemniakow :) I tylko niepokoi mnie fakt jak przy takich wiatrach zamontujemy karmnik w ogrodzie, by go nie porwalo hen daleko a i byl widoczny przez okno tarasowe, bo Nikolas kocha bardzo ptaki i potrafi siedziec lub stac w oknie godzinami, obserwujac skrzydlatych gosci :)

→ 2 CommentsCategories: W Stumilowym Lesie

11 miesiecy

November 19, 2009 · 3 Comments

Wcale nie zapomnialam a jedynie nie moglam znalezc kabelka do aparatu :) Nikolas skonczyl 11 miesiecy, ma trzy zeby, mowi mama a kiedy mu cos nie pasuje narzeka w swoim cudownym mowlackim jezyku. W dalszym ciagu nie przekonal sie do jedzenia innego niz mamine mleko, ale wyniki ma bardzo dobre, wiec postanowilam sie nie stresowac! Chodzi na czworakach albo wzdluz scian i kanap, zamyka za mna wszystkie drzwi, ma swoje ulubione szuflady na ktorych sie buja i pelen usmiechu odkrywa codziennie swiat, a my z nim! :)

→ 3 CommentsCategories: Moj syn

zagubienie jezykowe

November 18, 2009 · 7 Comments

Pamietam kiedys znajomy zapytal sie mnie w jakim jezyku mam sny i nie wiedzialam co mu odpowiedziec, bo raz ze sny maja swoj wlasny jezyk a dwa, ze naprawde nie jestem w stanie odpowiedziec na to pytanie jednoznacznie. Podobnie czuje sie kiedy przyjezdzam do Polski i musze cos powiedziec, uzyc jezyka i zrozumiec odpowiedziedz. Dodajmy ze to moj ojczysty jezyk, ktory jest i bedzie mi najblizszy, to jednak osoba ktora za duzo mysli o jezykach i przekladach, traktujac to jako zboczenie zawodowe, mam klopot. Bo musze sie naprawde skupic by nie wtracic czegos po angielsku, co raczej nie zdarza mi sie, kiedy w Londynie rozmawiam po polsku. Nie wrecz przeciwnie daleka jestem od typowo polskich okreslen typu travelka czy calnij do mnie, tym bardziej ze w domu Marce i tak by mnie nie zrozumial.
Musialam sie skupic a czesto nawet powtorzyc za nadawca, by przyswoic sobie przekaz. Ale kiedy pan w kiosku zapytal czy jeszcze umiem czytac po polsku obruszylam sie na niego, co tez on wygaduje! Jednak teraz mysle, ze Pan racje mial, bo choc do poliglotow sie nie zaliczam, to jednak tak sie zlozylo, ze w naszym domu porozumiewamy sie w trzech jezykach i kiedy mam sie przestawic na odbior tylko i wylacznie w jednym zaczynalam sie gubic, rozmawialam przez telefon i po rozlaczeniu nie potrafilam powtorzyc Marce co uslyszalam:(
Totalne zagubienie jezykowe towarzyszylo mi rowniez po powrocie, kiedy na lotnisku Elvis, ktory mowi po hiszpansku pyta sie mnie o to i owo a ja znowu czuje pustke, brakuje mi slow i wszystko zaczyna sie od nowa. Co gorsza mam swiadomosc, ze w zadnym z tych trzech jezykow nie jestem biegla, choc polski nie powiem, ale szlifowalam:)

→ 7 CommentsCategories: W Stumilowym Lesie

po wyjezdzie

November 16, 2009 · 5 Comments

To byl udany i pelen radosci wyjazd pomimo ze zaliczylismy kilka niespodzianek takich jak uczulenie Nikolasa w samolocie, wyglada na to ze choc podobalo mu sie niezmiernie w samolocie to jednak latanie mu nie sluzy; zapalenie gardla i wizyta u pediatry, ktora i tak mielismy w planach a ktora dowartosciowala mame niejadka i zyczyla by wszystkie dzieci wygladaly i mialy takie wyniki krwi jak piersiowy Nikolas oraz pocieszyla ze gorzej jest kiedy dziecko jest grubaskiem! W zwiazku z choroba Nikolasa siedzielismy w domu, zajadac maminkowe smakowitosci, odrabiajac zaleglosci w spaniu i leniac sie na calego. Nikolas dostal dmuchanego losia od swojej drugiej Babci (bo w Polsce Nikolas ma dwie babcie :) a szykuje sie ze na roczek dostanie konia na biegunach od swojej najwsapanialszej chrzestnej, ktora zreszta dzielnie nosila swojego ahijado, prowadzala wozek i calowala synka ile tylko mogla.
Nie napisze o polskiej zasciankowatosci, podejsciu do matki z dzieckiem, emigrantow i nieuprzejmosci w sklepach na warszawskim lotnisku, choc to ostatnie naprawde robi wrazenie! Wciaz mysle ze to byl udany i mily wyjazd, bo wyjazd we trojke, bo przeciez spacerujac Krakowskim Przedmiesciem kilka lat wczesniej nawet nie smialam  o tym marzyc:)
DSC00944

→ 5 CommentsCategories: W Stumilowym Lesie

pstryk!

November 2, 2009 · 7 Comments

Sterczy w ścianie taki pstryczek,
Mały pstryczek-elektryczek,
Jak tym pstryczkiem zrobić pstryk,
To się widno robi w mig.
Bardzo łatwo:
Pstryk – i światło!
Pstryknąć potem jeszcze raz,
Zaraz mrok otoczy nas.
A jak pstryknąć trzeci raz-
Znowu dawny świeci blask.
Taką siłę ma tajemną
Ten ukryty w ścianie smyk!
Ciemno – widno -
Widno – ciemno.
Któż to jest ten mały pstryk?
Może świetlik? Może ognik?
Jak tam dostał się i skąd?
To nie ognik. To przewodnik.
Taki drut, a w drucie PRĄD.
Robisz pstryk i włączasz PRĄD!
Elektryczny bystry PRRRRĄD!
I stąd światło?
Właśnie stąd!

Julian Tuwim, Pstryk ze zbioru Słon Trąbalski i inne wiersze

Prawda ze to bardzo fajny wierszyk? Nikolas potrafi pstryknac swiatlo i sprawia mu to bardzo duzo frajdy :) Zasuwa do gory po schodach a ostatnio nawet schodzi tylem, choc zabawy te niebezpieczne sa i to bardzo! Jednak gdy tak dalej bedzie sie wspinal moze bede miala kompana w wspinaczce sciankowej, na co Marce nigdy sie nie dal namowic:)
Poza tym nasz syn opanowal juz na tyle pewne stanie ze z latwoscia otwiera szafki w kuchni, ktore maja uchwyty na samej gorze. Jego Papa w weekend skonczyl mocowac do sciany szafke na buty, bo dziecko tak mocno szarpalo drzwiczki ze balismy sie ze wywroci to na siebie a teraz przyszla pora na zabezpieczanie szafek kuchennych.
I tak patrze sobie na nasz dom i mysle ilez on jeszcze sie zmieni i przemodernizuje z powodu naszego malego mieszkanca? :)

→ 7 CommentsCategories: Moj syn

shake it!

November 1, 2009 · 2 Comments

Zmienilam zdanie co do obchodzenia Halloween po tym jak do naszych drzwi przychodzily malutkie skrzaty, dynie i duszki z rodzicami :) Dobrze ze Marce nie sluchal mojego marudzenia podczas ostatnich zakupow i wrzucil do koszyka mnostwo strasznych slodyczy w ksztalcie galki ocznej, pazurow czy wampirzych szczek totez z radoscia biegalismy do drzewi razem z Nikolasem i czestowalismy przybyszow! I tak sobie pomyslalam ze jednak to dobre swieto bo raz ze impreze mozna spedzic z dzieckiem, dwa wykazac sie artystycznie a przy tym moze rzeczywiscie bedzie okazja by opowiedziec o tych co odeszli. Bo przeciez w sumie na szczescie my tu grobow bliskich czy dalszych nie mamy i lepiej by tak pozostalo!

Poza tym ten deszczowy dzien wykorzystalismy na dlugie leniuchowanie w lozku zakonczone powolnym sniadaniowaniem w pidzamach :) Szykowaniem kolejnej pewuwianskiej smakowitosci causa rellena i papa huancaina, jako ze po glowach nam chodza odwazne pomysly ale  o tym sza! :) Malowaniem rodzinnego ala portretu oraz wspolna po kapiela oraz odwiedzeniem strychu, bo trzeba zaczac pakowac walizki na wyjazd do Polski. Przy okazji znalazlam swoje rurki, ktore po zalozeniu uwaga! okazaly sie superowymi jeansami i mniej obcislymi niz przed ciaza :) I tu przypmnial mi sie SATC w ktorym Miranda na pytanie, jak zmiesciala sie w swoje rurki odpowiedziala: I am mother! ha:)

→ 2 CommentsCategories: moj pamietnik

dynie i znicze

October 30, 2009 · 6 Comments

Od kiedy pamietam kupowalysmy z mama dynie, kabaczki i patisonki bo to nieodlaczny element jesiennej dekoracji. Oczywiscie pojecia wtedy nie mialysmy o dniu Halloween, za to co roku jezdzilysmy w Gory Swietokrzyskie, gdzie odbywalysmy runde po grobach rodzinnych. Pamietam wiele razy lezal juz snieg, wiec z zakupem kozakow zimowych i kurtki trzeba bylo sie wyrobic przed 1 listopada. Za to tam cala rodzina blizsza i dalsza i my, dzieciaki ktore najwiecej radosci mialy z ulewania parafiny oraz niedopuszczanie by zgasl ktorys znicz. Pamietam obsmolone rekawy u nowej kurtki i zgrabiale dlonie, ktore grzalismy nad plomieniami swiec. Nie bylo wtedy wiekszych refleksji jednak nigdy nie opuszczala mnie mysl, by dziadek sie odezwal i podpowiedzial co dalej. Mnie i mojej mamie, ktora zawsze mowila, ze inaczej by wygladalo jej zycie (a wiadomo, ze jak jej to i moje), gdyby zyl jej Tata. Ale nie bylo go juz dlugo zanim sie urodzilam choc pamiec o nim wciaz jest zywa…
Nie przemawia do mnie swieto Halloween, przebieranie i straszenie, ale zdaje sobie sprawe ze moje dziecko z takiego swietowania bedzie mialo najwiecej frajdy. I mysle sobie ze moze wsrod dyn, straszydel i slodyczy znajdziemy chwile na opowiesc o rodzinie, tradycji i cmentarzach…
IMG_8399
p.s.  Znalazlam bardzo przyjemny konkurs, na ktory jako kolekcjonerka janiolow z checia sie zglosilam :) kto wie, moze ten sliczny aniol przyleci do nas?

→ 6 CommentsCategories: W Stumilowym Lesie · moj pamietnik

zla wiadomosc

October 26, 2009 · 3 Comments

Wlasnie dotarla do nas bardzo smutna wiadomosc o naglym zamknieciu peruwianskiej restauracji prowadzonej przez Marce wujka :( Jestesmy w szoku, na stole stanelo Uvachado i dwa kieliszki, by uczcic i powspominac jedno z dwoch peruwianskich miejsc w Londynie. Jak dla nas miejsce – przystan – spotkania, dla Marce wiecej bo tam nabieral nie tylko wprawy w nalewaniu piwa lecz przede wszystkim poznal cala niemal spolecznosc peruwianska…
Szkoda nam i jakas taka pustka wdarla sie od razu, ze jak to nie ma juz tego miejsca, dopiero co sie widzielismy….
Ech smutno i tyle i naprawde juz dosyc mam tego kryzysu, a kysz!!!

→ 3 CommentsCategories: W Stumilowym Lesie · moj pamietnik

w parku

October 26, 2009 · 8 Comments

Pogoda wciaz nas rozpieszcza i wypycha z domowego zacisza na dlugie i kolorowe spacery. Testujemy tez Nikolaskowa spacerowke przy ktorej czuje ilez to jak kilogramow wiecej pchalam kazdego dnia. Niesamita sprawa taki lekki wozek i juz wiem ze to byl bardzo udany zakup, jedyne co mnie niepokoi to plastikowe kolka, ale to pewnie kwestia przyzwyczajenia.
Kiedy jest taka piekna pogoda staramy sie zwiedzac londynskie parki, ktore sa najpiekniejsze ze wszystkiego tutaj i naprawde ogromne! Wczoraj jednak czasowo bylismy troszke w tyle totez pojechalismy do najblizszego czyli Greenwich Park w ktorym znowu odkrylismy cos nowego czyli cudowny ogrod kwiatowy w ktorym ponoc mieszka 30 jeleni, ktorych niestety nie udalo nam sie zobaczyc. Za to trafilam na swoje ulubione drzewo milorzebu i wypatrzylam kilka owocow, ktore Marce sprytnie mi zerwal. Po czym dalam mu powachac gdyz przypomnialam sobie moje i Sis zbieranie owocow milorzebu na Powislu. Wpadlam wtedy na pomysl by zasadzic to piekne drzewko w domu z nadzieja ze kiedys przesadze go pod swoim domem. Wracajac busem do domu zastanawialysmy sie co tak smierdzi, sprawdzilysmy swoje buty, nic, rozgladamy sie po sasiadach ale wszyscy udaja ze nic nie czuja, tylko nas powalal ten smrodek. Wreszcie zagladam do torby a w niej rozmietoszone owocki milorzebu zdaja sie tryskac swoim zapachem Fuj! ten kto wachal kiedys te owoce wie co mam na mysli :)
Jednak zapach zapachem a marzenia sa silniejsze, zasadzilam swoje drzewko ktore roslo pieknie dopoki go nie porzucilam, to znaczy zostawilam w siostrzanych rekach i wyjechalam do Anglii a drzewko po czasie uschlo…z tesknoty za mna. Zatem mysle ze teraz nadszedl dobry czas, by zasadzic swoje nowe drzewko milorzebu:)
IMG_8312
IMG_8308
IMG_8332
IMG_8334

→ 8 CommentsCategories: W Stumilowym Lesie · moj pamietnik

Porazka barierkowa

October 23, 2009 · 2 Comments

Beztroskie nasze zakupy czasem koncza sie porazka, czyli barierki na schody okazaly sie za waskie. A mialy pasowac do standardowych schodow, tyle tylko ze nasze takimi nie sa. O czym powinnysmy pamietac, gdyz niedawno wymienialismy dywan na nich i wyszlo tyle metrow ze zostalo na podloge do pokoju Nikolaska. Raz ze schody sa szerokie a dwa ze skrecaja dwa razy, co dalo nam wlasnie tyle odpadu w jednym kawalku. Tak nasze schody nie sa typowymi schodami w Anglii, ktore zwykle sa waskie, strome i czesto bez barierki. Nasza sa szerokie, z nowym dywanem przyjemnie sie na nich siada a nawet uprawia wspinaczke:)
A teraz mamy opcje albo dokupienia przedluzek barierkowych albo kupic barierki mocowane w scianie, ktore z reguly sa szersze, jednak trzeba wiercic dziury! Cokolwiek mowie do meza byle szybko bo sie bardzo stresuje ze nie upilnuje malego wspinacza :)

→ 2 CommentsCategories: mi casa tu casa