Wczoraj Nikolas był 4 godziny w przedszkolu a ja z Tinką w domu napisałam kilka słów na gorąco, ale wieczorem brakło mi energii by zrobić notkę, dlatego wklejam wczorajszy pobyt.
Kiedy zostawiłam Nikolasa w przedszkolu, poczułam się jak bez ręki, dosłownie, nikt mi nie otworzył drzwi do samochodu, nie zapalił silnika i nie rozśmieszył Tinki. A w domu nagle zrobiło się pusto…
Ale powtarzam sobie, że Nikolas musi spędzać czas z równieśnikami a ja chcę być sam na sam z Valentino. Nie zaplanowałam sobie nic do robienia, bo też i nie bardzo by mi to szło, bo ciągle patrzyłam na telefon. Ale położyliśmy się z Tinką, poturlaliśmy, pośpiewałam mu i się pośmialiśmy, tylko my we dwoje, tak jak to robiłam z Nikolasem. To mnie trzyma, że i jeden i drugi ma szanse na coś extra
Gdyby nie te zabawy, to bym nie wiedziała, a tu już prawie są
A Nikolas nie chciał wracać do domu i zdał mi całą relację, łącznie z tym co zjadł i że dzieci mówią go away. Za to dzisiaj się wyluzowałam, poszłam na śniadanie i tradycyjnie zapomniałam telefonu, a tam zatrzęsienie nieodebranych połączeń i wiadomość. Odzwoniłam i się okazało, że Nikolasa ktoś popchnął i wywrócił się rozbijając nos i głowę, oczywiście już się bawi i nic mu nie jest ale Pani się pyta czy często leci mu krew z nosa? Nigdy! Więc pakuję się i chcę jechać po swojego Synka jednak Pani zapewnia, że go monitorują i naprawdę on już dawno o tym zapomniał.
I kiedy go odebrałam wycałowała nas z Tinką i nawet nie wspomniał a ma limo na pół czoła! Po za tym ma nowych kolegów, zjadł pastę i pokazał mi zadowolony jak się samemu zakłada kurtkę! No bo z mamą to nie ma szans na takie przedszkolne wynalazki, nie?




